piątek, 12 grudnia 2014

Prolog

Jego kroki wydawały się być ciche, tak jakby bał się, że jego stopa trafi na jakąś głęboką dziurę. Szedł bardzo cicho zupełnie, jakby sunął po wypolerowanej podłodze. W pomieszczeniu, w którym się znajdował było cicho i ciemno. Jednak jego szare oczy doskonale działały, a stare spierzchnięte usta wykrzywiały się w lekkim uśmiechu.
Jego celem była oddzielna od pokoju komnata. Na drzwiach była tylko kołatka z ogromną, srebrną głową - zwykle na takich pojawiały się lwy, a na tej - przedstawiono pysk węża. Złapał za nią czując jak miniaturowe zęby zwierzęcia wbijają mu się w palce. Zastukał trzy razy, za nim usłyszał donośny, lecz w pewnym sensie owiany nieśmiałością głos.
      - Proszę!
Otworzył drzwi i wszedł. To pomieszczenie różniło się od poprzedniego tym, że wątły snob światła pokazywał wnętrze komnaty. Było w niej biurko, lampa, krzesło - na którym ktoś siedział. Mężczyzna, który wszedł do pokoju ukłonił się nisko sięgając mysimi rzęsami do końca swoich pobrudzonych błotem butów.
      - Panie... - powiedział cicho.
      - Mów. - rozkazał chrypliwie siedzący tyłem na krześle. - Mamy dużo do omówienia.
      - Ja wiem. Planujesz to, jeszcze? - zapytał. - Panie? - dodał szybko zauważając, że blada głowa mężczyzny lekko zadrżała.
      - Tak, ale już prawie skończyłem. Wszystko idzie po naszej myśli. - jego słowa cięły jak nóż, co było lekko wyczuwalne w jego głosie. Była tam też bezbarwność i oschłość. - Czy zwołasz tu wszystkich?
      - Oczywiście, jednak ta sprawa pozostaje pod znakiem zapytania...
      - Jak to? - Blada głowa znowu zadrżała i nagle odwróciła się. Twarz była jeszcze straszniejsza od głosu jej właściciela. Wzrok jego oczu mógł niemal pociąć człowieka jak zwyczajny laser.
      - Bo...
      - Nie, kłamiesz! Chcesz odebrać mi władzę, sługo? Avada Kedavra! - krzyknął miotając zaklęciem. Zielona strużka ugodziła sługę prosto w klatkę piersiową. Upadł na ziemię, zdawał się nic nie czuć, chociaż w jego szarych oczach tliły się resztki życia.
Gdy tylko mężczyzna wyszedł z pomieszczenia, martwy sługa zamknął swoje oczy, a raczej zamknęła je śmierć, która nie była widoczna. A później świat pogrążył się w mroku nocy, jakby gumką starto słońce z nieba.




Obserwatorzy